Podróż uśmiechu :)

Blog podróżniczy, relacje z podróży, tanie podróżowanie, tanie latanie, autostop

Święto Ochi w Pireusie - 28.10.2015

By 21:36 ,

Gdy wizja kolejnego spaceru po Atenach przestaje być równie ekscytująca, co 2 dni wcześniej....
Gdy recepcjonista w hostelu radzi nie zagłębiać się w okolice Placu Syntagma 28 października z uwagi na niebezpieczeństwo zamieszek....
Gdy nie wiadomo, jak będzie działać lokalna komunikacja i czy uda się dojechać z Aten na lotnisko....


Wtedy należy zabrać ze sobą wszystkie rzeczy i ruszyć w drugą stronę - do Pireusu.


Choć Pireus technicznie jest klasyfikowany jako osobne miasto, w rzeczywistości należy do obszaru wielkiej metropolii ateńskiej. Dla nas - tym lepiej: dzięki temu można tutaj dotrzeć zwykłą linią metra z Placu Omonia i tak samo sprawnie podjechać na lotnisko bezpośrednim podmiejskim pośpiesznym autobusem.

Stacja metra w Pireusie
Miasto jest znane przede wszystkim jako największy port Morza Śródziemnego. Poza tym jest jednym z najstarszych portów morskich na świecie (od V w. p.n.e. był głównym portem wojennym Aten, w czasie wojen grecko-perskich został zniszczony przez Persów. Później przez Spartan. A później przez Rzymian.
Lekko więc nie miał.).
Odpływają stąd promy na niemal każdą grecką wyspę.


Idziemy wybetonowanym nabrzeżem w stronę centrum, po drodze mijając zaniedbane i opuszczone miejskie budynki. Widok wywołuje na tyle przygnębiające wrażenie, że nawet nie wyjmuję aparatu, żeby zamknąć go w kadrze.

W tej mało atrakcyjnej okolicy trafia się jednak mała perełka - mural na ścianie budynku przy jednym z wejść do portu.


Po dobrych kilkudziesięciu minutach spaceru docieramy do centrum.
A tam - niebiesko-białe, trzepoczące na wietrze morze flag.

Dziś Dzień Ochi!




28.10.1940, godz. 3:00.
Miejsce akcji: gabinet premiera Grecji w Atenach.
Występują: premier Grecji Joanis Metaxas i ambasador Włoch w Grecji Emanuel Grazzi.

E. Grazzi przynosi premierowi Grecji pismo rządu włoskiego, w którym wymaga się od rządu greckiego zgody na swobodny przemarsz włoskich wojsk przez teren Grecji i udostępnienia strategicznych punktów na obszarze Grecji w celu zaopatrzenia innych obiektów i promocji działań wojennych w Afryce Północnej.

E. Grazzi w swoich wspomnieniach tak opisuje tę sytuację:

"Rozkazuję ci, Panie Premierze, złożenie oświadczenia - i dałem mu list.
Widziałem podniecenie w jego rękach i oczach.
Z pewnym głosem i patrząc w moje oczy Metaxas powiedział "Alors, c'est la guerre." ("Tak, to oznacza wojnę.").
Odpowiedziałem mu, że można tego uniknąć.
Odpowiedział: "Ochi." ("Nie.").
Dodałem, że jeśli generał Papagos.... Metaxas przerwał mi i wykrzyknął: "Ochi!"
Wyszedłem skłoniwszy się, oddając szacunek przed starszym człowiekiem, który wolał poświęcenie zamiast zniewolenia."


Tego dnia rozpoczęła się bohaterska obrona granic Królestwa Grecji przed inwazją wojsk włoskich. Grecy walczyli długo i bohatersko, zasługując na uznanie w oczach wrogów.
W maju 1941 r. Hitler powiedział w Reichstagu:
"Dla dobra historii muszę stwierdzić, że tylko Grecy, ze wszystkich przeciwników, którzy nam się przeciwstawili, walczyli ze śmiałością, odwagą i najwyższą pogardą dla śmierci."

(Tak, mnie też jako Polkę bolą te słowa, ale zostawmy to.)

Na pamiątkę tych wydarzeń co roku w całej Grecji (i na Cyprze) odbywają się oficjalne uroczystości, a także parady wojskowe i pokazy siły.



W pochodach uczestniczą wszyscy - dzieci, młodzież szkolna i dorośli, a także przedstawiciele prawosławnego duchowieństwa (jak wiadomo - jedynego liczącego się w społeczeństwie greckim).




Cała parada odbywa się w podniosłej atmosferze i przy akompaniamencie orkiestry wojskowej, przez co trwa baaardzo długo. Spędziliśmy tam półtorej godziny, obserwując niekończący się przemarsz reprezentacji służb mundurowych, zespołów folkowych, miejskich i cerkiewnych dygnitarzy oraz innych osobistości.

Orkiestra reprezentacyjna.





W strojach ludowych.




To właściwie wszystko, co mogliśmy zobaczyć tego dnia. Muzea były zamknięte (właściwie po poprzednim dniu mieliśmy już trochę dosyć antycznych zabytków), a poza nimi i portem miasto nie skrywa w sobie innych atrakcji wartych odwiedzin.

Jak na prawilne greckie miasto przystało, w centrum Pireusu można zobaczyć piękne cerkwie....





... klasycystyczny teatr....

Teatr opanowany przez ludzi obserwujących paradę.
... i grekokatolicki kościół.


Jak widać, centrum jest na tyle małe, że wystarczy 15 minut, żeby zobaczyć to, co powinno się zobaczyć.

Nie mamy czasu na dłuższe szlajanie się po mieście w poszukiwaniu klimatycznych zakątków czy podglądanie życia mieszkańców. Zresztą dzień święta narodowego, obchodzonego ciągle w atmosferze napiętej sytuacji politycznej i ekonomicznej (w tamtym czasie), to nie jest dobry czas na wgłębianie się w lokalne życie.

W drodze powrotnej jemy ostatni obiad (ja tylko ziemniaczki - bycie wege w Grecji to trochę udręka!) i śmigamy na lotnisko.

A po drodze - taka pogoda i taaaakie widoki!





Dlaczego nie wiedziałam wcześniej, że mieliśmy pod nosem plażę??
Po dziś dzień zadaję sobie to pytanie (byliśmy tam 2 lata temu) ;)

Jak się dostać z Aten do Pireusu?

  • metro - linia 1 (w centrum znajdują się przystanki Victoria, Omonia, Monastiraki i Thissio).
    Bilet jest ważny 90 minut, koszt 1,40€ (studenckie tańsze o połowę).
    Czas przejazdu z centrum - ok. 20 minut.
    Ten sposób testowałam i polecam :)
  • autobus - linia X80.
    Jest to linia pośpieszna (każda oznaczona X na początku jest pośpieszna). Czas przejazdu - ok. 30 minut.
    Startuje na Placu Syntagma, po drodze zatrzymuje się na stacji metra Sygrou-Fix i dojeżdża do Pireusu.
    Wg informacji w internecie, można jechać jedynie na dwóch rodzajach biletu - całodniowym (4,5€) lub trzydniowym (22€). Czyli raczej kiepski interes.
    Nie testowałam.
Jak dostać się z Pireusu na lotnisko ATH?
  • linia X96.
    Jedzie ok. 1,5-2 godziny, zależnie od sytuacji na drodze.
    Piękne widoczki na trasie, wije się wzdłuż wybrzeża, zanim odbije na północny wschód, w głąb półwyspu, gdzie jest położone lotnisko.
    Cena 5€, studencki 2,5€.
    Aktualne ceny - normalny 6€, studencki 3€.
Najważniejsze - czy warto?

Jeśli ktoś szaleje na punkcie statków, jachtów i portów, na pewno musi odwiedzić Pireus.
Sama infrastruktura to gigantyczny moloch, więc nie ma co liczyć na klimatyczne małe mariny, to zupełnie inny kaliber.
Samo miasto jest raczej zaniedbane i nie oferuje wielu atrakcji.
Z drugiej strony - dzięki temu można odpocząć od nieco męczącej zajebistości Aten ;)
Krótko - nie polecam, nie odradzam. Jak się znudzą Ateny, zawsze można wpaść, ale broń Boże odpuszczać stolicę na rzecz Pireusu! ;)

Spodoba Ci si� r�wnie�

0 komentarze