sobota, 10 lutego 2018

Wilno, cz. 2 - Zamek w Trokach, 23.12.2015

Zamek w Trokach to pierwszy wybór wszystkich turystów, którzy, będąc w Wilnie, chcą wybrać się za miasto. Podobnie jak Wersal dla Paryża, Wieliczka dla Krakowa czy Wisła dla Cieszyna (a może Cieszyn dla Wisły?).
Jako że
 dwa dni zwiedzania zmieściliśmy w jeden, resztę czasu wykorzystaliśmy więc tak, jak wszyscy - ruszając do Trok.


Jak dojechać?

  • autobusem: z dworca kursuje kilka linii bezpośrednio do lub przez Troki (lt. Trakai).
    Stanowiska podmiejskie: 6,7,8; stanowiska międzymiastowe: 28 i 29.
    Odjazdy co 10-20 minut, w weekendy ciut rzadziej, jednak co najmniej raz na 30 minut.
    Czas przejazdu to 30-40 minut.
    Niewielki dworzec w Trokach jest położony blisko centrum i zamku, spacer zajmuje niecałe 30 minut.
    Bilet kosztuje 1,8€ w jedną stronę (aktualnie 1,9€), kupujemy u kierowcy.
  • pociągiem: z dworca do Trok wykonywanych jest tylko kilka kursów dziennie.
    Czas przejazdu podobny, natomiast z dworca do centrum należy przejść ok. 2 km.
    Bilet kupujemy w kasie przed odjazdem lub u konduktora (będzie drożej).
    Nie testowaliśmy - informacje mam z internetu.


Troki przedświątecznie

Hmm, najłatwiej zawrzeć je w słowach: "Nie dzieje się nic" :)

Świąteczna dekoracja na placu w centrum.
Po drodze do zamku nie spotkaliśmy absolutnie nikogo. Rozumiem, że 23 grudnia to nie jest najlepszy czas na podróże dla większości, jednak zamek w Trokach to jedna z głównych atrakcji całej Litwy. Jak może być tutaj tak pusto?...

Po drodze dość łatwo zauważyć charakterystyczne domy Karaimów.

Domy są zwrócone szczytem w stronę ulicy.
Od strony ulicy zawsze są umieszczone trzy okna- jedno Boga, drugie dla księcia Witolda i trzecie dla Karaima.

Karaimowie, a właściwie Karaimi to potomkowie krymskich Karaimów, których ściągnął do Troków książę Witold. Miał co najmniej kilka powodów do ich relokacji:
  • po pierwsze, byli bardzo uczciwi, szlachetni i lojalni - idealnie nadawali się na straż przyboczną księcia;
  • po drugie, byli świetnymi rzemieślnikami, a przy tym znali się na uprawie ziemi i lecznictwie - Witold pokładał w nich nadzieję na rozwój Trok;
  • po trzecie, byli pośrednikami w kontaktach z chanatem krymskim (feudalne państwo na Krymie).
W zamian zagwarantował im ziemie nad jeziorami oraz swobodę w kultywowaniu własnych tradycji i używaniu języka karaimskiego.
W tej pełnej zgodzie społeczność karaimska przetrwała w Trokach aż po dziś dzień.
W mieście znajduje się muzeum przedstawiające historię litewskich Karaimów oraz kienesa - dom modlitwy.
Więcej o tej ciekawej grupie etnicznej przeczytacie na niezawodnej Wiki.


Dochodząc pod bramę zamku zrozumieliśmy, dlaczego jesteśmy jedynymi turystami - wszystko już było zamknięte na cztery spusty :(

Nieczynne!
Legendarnym drewnianym pomostem doszliśmy pod same wrota do zamku, ale poza ładnymi widokami na restauracje przy brzegu jeziora niczego więcej nie doświadczyliśmy.


Tak się zwiedza zamki na Litwie!
Mówi się "trudno", jeszcze kiedyś tutaj wrócę.

Żeby zabić trochę czasu do odjazdu autobusu do Wilna, idziemy spróbować karaimskiej kuchni - konkretnie najpopularniejszych kibinów, pierogów z kruchego ciasta z mięsnym, tłustym farszem (ja jakieś niemięsne wzięłam, nie pamiętam już, co miały w środku. Prawdopodobnie szpinak).

Smaczne, choć nie jest to porcja obiadowa.
Nasz wyjazd do Trok okazał się średnio udany, jednak przynajmniej wiem, że warto tutaj jeszcze raz przyjechać. :)

Ciekawy wpis na temat Trok znajdziecie na stronie Gazety Wyborczej.


Kuchnia litewska

W kuchni są widoczne wpływy różnych narodowości, zamieszkujących historyczny teren Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jest sporo ziemniaków i mięsa, także mniej popularnej u nas baraniny. Raju dla wegeludzi raczej tutaj nie ma :D choć często jest opcja na nabiał zamiast mięsa.


Co i gdzie zjeść?

  • cepeliny - gotowane ziemniaczane kluski z farszem w środku (najczęściej mięsnym lub serowym). Smaczne, choć trzeba dobrze trafić.

  • czebureki - smażone na głębokim tłuszczu "pierogi" z farszem. Tłuściutkie, ale pyszne i zapychające na długo.
    Najlepsze są do dostania w małej knajpce przypominającej nasze bary mleczne na ulicy Vilnius Šopeno 3. Ceny też są bardzo przystępne. Pani właścicielka mówi po polsku :) Tutaj trochę opinii z TripAdvisora.

    Grzesiowy - z mięsem, mój z grzybami.
  • kepta duona - smażony chleb litewski z sosem serowym. Podawany najczęściej jako przekąska do piwa.
    Fantastyczna sprawa, skończył się wcześniej niż piwo :D

  • chleb litewski - będąc przy chlebie. Razowiec na zakwasie, najczęściej żytni, z dodatkiem kminku. Dla fanów ciężkiego pieczywa.

  • kwas chlebowy - bardzo popularny napój ze sfermentowanego chleba. Najlepiej pić na zimno. Świetna alternatywa dla Coli, podobnie orzeźwia, a przy tym jest znacznie zdrowszy.

  • Poza tym, oczywiście wspomniane już tutaj kibiny, a także ser Dziugas (taki Parmezan północy) - kupiliśmy go jako prezent dla Mamy.
  • Internety zachwycają się też batonikami serowymi i serem jabłkowym. Niestety nie mieliśmy okazji ich spróbować.
  • Gdzie na kawę?
    Zupełnie przypadkiem trafiliśmy do arcyprzytulnej kawiarni Caif Cafe, gdzie średnia kawa wygląda jak duża i podaje się ją w kubkach :)
    Uwielbiam kawę z wielkiego kubka- smakuje o niebo lepiej niż podana w filiżance.



Wilno przedświątecznie - podsumowanie kosztów:
  • pociąg Kraków-Warszawa - 25 zł
  • autobus Warszawa-Wilno-Warszawa - 59 zł
  • autobus Warszawa-Kraków - 17 zł
  • nocleg w hostelu w Wilnie - 10€
  • jedzenie - 29€
  • bilet wstępu do Muzeum KGB - 1€
  • autobus do Trok - 3,6€
Sumarycznie ok. 286 zł.

Wilno okazało się być miastem bardzo uduchowionym - większość zabytków to świątynie różnej maści, każda na swój sposób piękna i wyjątkowa. Samo miasto też jest raczej ciche i spokojne, tak samo jak odwiedzony zamek w Trokach.
To świetne miejsce na jednodniówkę lub weekendowy wypad i w takiej koncepcji macie pewność, że nie będziecie się tu nudzić :)

1 komentarz:

  1. Teraz w Wilnie jest impreza z tytułu odzyskania niepodległości przez Litwę.

    OdpowiedzUsuń